Zapaść w ilości przetargów w budownictwie drogowym

Zapaść w ilości przetargów w budownictwie drogowym

W pierwszym półroczu 2025 r. zaobserwowaliśmy znaczący spadek liczby publicznych przetargów drogowych w porównaniu do analogicznego okresu roku 2024. Obecna sytuacja destabilizuje budowlany rynek materiałów i usług. Publiczne kontrakty drogowe odpowiadają bowiem za około 20% zamówień na polskim rynku budowlanym.

Mało przetargów z GDDKiA

Według GUS, w pierwszym półroczu 2025 r. produkcja budowlano-montażowa (budowa dróg, torów i mostów) spadła o 3,5% w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. Głównym powodem jest mała liczba przetargów ogłaszanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). W pierwszej połowie tego roku ogłoszono postępowania o wartości 1,3 mld zł, co pokrywa mniej niż 10% postępowań zaplanowanych przez GDDKiA na 2025 r.

Dodajmy jeszcze, że w omawianym okresie GDDKiA podpisała 10 umów na realizację odcinków dróg o długości 75 km i wartości zaledwie 2,6 mld zł (z planowanych 13,5 mld zł w 2025 r.).

W ubiegłym roku sytuacja przedstawiała się znacznie lepiej: od stycznia do połowy lipca zawarto 25 umów o wartość przekraczającej 12,4 mld zł.

Branża drogowa potrzebuje stabilnego kalendarza inwestycji

Brak przewidywalnych zamówień prowadzi do przestojów, które szczególnie dotykają firmy wykonawcze z sektora MŚP. W konsekwencji przedsiębiorstwa nie są w stanie zapewnić ciągłości zatrudnienia, tracą konkurencyjność, a w skrajnych przypadkach ryzykują upadłość.

Historia pokazuje, jak groźne mogą być takie zjawiska. W drugiej połowie 2011 r. nastąpiło poważne załamanie finansów w budownictwie – tylko w pierwszym półroczu kolejnego roku liczba upadłości wzrosła o 40%, rosło zadłużenie i narastały zatory płatnicze. Najbardziej dotknięte zostały duże firmy infrastrukturalne, zatrudniające ponad 250 osób. Wówczas branża alarmowała, że kryzys wynika z wadliwych kontraktów i nieefektywnych procedur przetargowych stosowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Inwestor publiczny winę z kolei przerzucał na wykonawców, wskazując błędy w kalkulacjach ofert, zarządzaniu kontraktami czy jakości robót. (Więcej na ten temat w artykule Kryzys w budownictwie i kryzys zaufania).

Dziś istnieje realne ryzyko powtórzenia tamtego scenariusza, tym bardziej że strukturalne problemy wciąż nie zostały rozwiązane. Dlatego kluczowym remedium może być uniknięcie spiętrzenia zleceń i wprowadzenie stabilnego, rozłożonego w czasie kalendarza przetargów. Tylko taka przewidywalność pozwoli firmom budowlanym utrzymać płynność, zatrudnienie i zdolność do konkurowania na rynku.

Nadmierna biurokracja

Przygotowania do przetargów i same przetargi trwają w Polsce nadmiernie długo. Te pierwsze nawet latami. Jednym z niezbędnych etapów jest wydanie decyzji środowiskowej (DŚU), bez której żaden przetarg nie może się rozpocząć.

GDDKiA deklaruje, że jeśli ten okres trwa mniej niż 450 dni, można mówić o sukcesie. Niechlubnym rekordzistą jest odcinek S11 od Ujścia do Obornik, gdzie na DŚU oczekuje się już niemal… 1400 dni.

Kiedy przetarg rusza, też się ślamazarzy.

Od momentu złożenia oferty do podpisania umowy mija średnio aż 9 miesięcy. Publiczni zamawiający, np. GDDKiA czy PKP PLK, często tłumaczą opóźnienia koniecznością oczekiwania na komplet niezbędnych dokumentów – decyzje środowiskowe, uzgodnienia i opinie – bez których formalne wszczęcie procedury przetargowej nie jest możliwe – powiedział ostatnio w wywiadzie dla Rzeczpospolitej Artur Popko, prezes Budimeksu.

Zwrócił też uwagę, że dodatkowo część zamawiających wstrzymuje ogłaszanie przetargów z powodu niepewności co do źródeł finansowania. Zjawisko to jest szczególnie widoczne w przypadku projektów współfinansowanych ze środków unijnych, tam, gdzie wciąż brakuje ostatecznych decyzji Komisji Europejskiej lub trwają negocjacje dotyczące alokacji funduszy w ramach programów takich jak KPO czy FEnIKS.

Czas na zmiany

Postępowania przetargowe powinny być rozłożone równomiernie w całym roku. Każda inna sytuacja destabilizuje rynek zarówno wytwórców materiałów, jak i wykonawców. Branża budownictwa drogowego, w tym firmy zrzeszone w ramach PSWNA, od lat domagają się w tym zakresie większej regularności i przewidywalności. Ważne jest planowanie inwestycji w taki sposób, aby w ogłaszanych postępowaniach na przestrzeni roku znajdowały się zarówno inwestycje w formule „buduj”, jak i „projektuj i buduj” w zrównoważonych proporcjach.

Uzupełnieniem tej formuły jest propozycja branży dotycząca rozdzielenia postępowań z modelu „zaprojektuj i buduj” na dwa osobne etapy – „zaprojektuj” i „buduj”. To mogłoby udrożnić proces inwestycyjny i pozytywnie wpłynąć na przygotowanie ofert do przetargu.

Podobnych pomysłów jest więcej i dotyczą one różnych elementów związanych z prowadzeniem czy rozstrzyganiem przetargów. Jedno jest jednak pewne – jedynie ich stopniowe wprowadzanie w życie usprawni przetargi drogowe w Polsce i pozwoli na sprawną realizację inwestycji drogowych.